poniedziałek, 13 stycznia 2014

Chapter XXXVI

Dodam rozdział,bo mam taki kaprys i jestem wściekła, a jak potem będzie długa przerwa, to przepraszam xD

><><><><><><><><><><><><

Jeszcze kilka razy powtarzał tę akcję, rozpalając mnie w ciągu kilku sekund i gasząc na długie minuty, najwyraźniej robiąc sobie z tego rozrywkę na cały okres jazdy do tego stopnia, że moja bielizna była cała przemoczona, a ja dyszałam zaczerwieniona, chcąc się dobrać do zawartości jego jeansów, na co spotykałam się z upomnieniem w postaci klepnięcia dłoni. A gdy chciałam ową dłoń wsadzić w swoje dresy, Bill chwytał ją i unieruchamiał do momentu, aż minimalnie ochłonęłam. A potem znowu zaczynał i tak w kółko, aż w końcu dotarliśmy na miejsce, a ja miałam problem z wyjściem z samochodu przez drżące nogi. Byłam tak nabuzowana, że chciałam po prostu rzucić się ku niemu, zedrzeć z niego spodnie, oprzeć się o bok Range Rovera i wybłagać go, by mnie przeleciał z całej swojej siły. Próbowałam sobie wmówić, że miałam coś takiego jak duma i na szczęście trochę mnie to powstrzymywało. Nogi jak z waty zabrały mnie do drzwi wejściowych, przez które wparowałam do środka, nawet nie przejmując się tym, że Bill pozostał gdzieś w tyle. Wyglądałoby to zupełnie inaczej, gdyby mnie tak nie kusił. To nie miało sprawiedliwości. Zero.
Zignorowałam psy, ale gdy na horyzoncie w jadalni spostrzegłam Toma, prawie zapomniałam, że jego brat mnie tak potraktował i z piskiem poleciałam w jego stronę, zupełnie ignorując Kat, która stała obok niego i zabierała talerze ze stołu. Wskoczyłam na niego w średnio przyzwoitym stylu, przytulając się i wielkie ramiona oplotły mnie, sprawiając, że łzy stanęły mi w oczach.
- Lena, Lena, Lena, Lena wróciłaś wreszcie. – rzucił w moją szyję, a ja pokiwałam szaleńczo głową.
- Tęskniłam. – wymamrotałam i już miałam zamiar wkleić się w niego jeszcze bardziej, gdy nagle druga para rąk zacisnęła się na moim brzuchu i pociągnęła do tyłu. – Co do...
- Zaraz będziemy z powrotem. – oznajmił Bill, a Tom roześmiał się głupkowato. Poczułam, że znów się czerwienię, choć to było całkowicie bezsensowne, skoro przecież każdy mnie tu słyszał i wiedział, co tutaj robiłam i puściłam gitarzystę, wisząc bezwładnie, przyklejona do brzucha jego brata.
- To było zachowanie godne dzikusa. – oznajmiłam, czując pod pośladkami napięty materiał jego jeansów i zagryzłam wargę, gdy moje soki znowu dały o sobie znać. Boże, byłam mokra i pewnie niedługo zamoczę też dresy, jeśli ich w końcu z siebie nie ściągnę. Machałam bezwładnie nogami, podczas gdy Bill niósł mnie w tej średnio wygodnej pozycji na górę.
- A co w tym takiego złego? – a jakim cudem on potrafił mnie trzymać tylko jedną ręką, otwierając drugą drzwi? Co mnie ominęło? Boże, te cholerne mięśnie, chciałam je polizać.
- Przerżnij mnie. – wydyszałam, gdy moim oczom ukazało się jego wielkie łóżko. – Kurwa, przerżnij mnie, Bill.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. – wymruczał i nogą kopnął oba skrzydła drzwi, które zatrzasnęły się głośno i w połowie drogi do łóżka, zostałam postawiona. Już chciałam się pytać, co się stało, ale wtedy jego dłonie rozpoczęły proces rozbierania i każda część mojej garderoby poleciała w innym kierunku, aż stanęłam plecami do niego całkowicie naga. Serce biło mi szybciej, niż pulsowałam między nogami i było mi tak cholernie duszno, że kręciło mi się w głowie. Byłam wpatrzona w mebel przede mną do tego stopnia, że nawet się nie odwróciłam, gdy usłyszałam, że ściągał z siebie ubrania. Po prostu ruszyłam przed siebie i moje kolana dotknęły chłodnej pościeli, gdy wspięłam się na łóżko. Odwróciłam się w momencie, gdy Bill kończył nakładanie prezerwatywy i wtedy też zauważyłam, że mięśnie na jego ciele znacznie bardziej wyrobiły swój kształt i przełknęłam ślinę na ten widok. Boże, on był tak kurewsko seksowny, tak idealny, że nagle nie mogłam przestać na niego patrzeć.
W końcu pojawił się zaraz za mną i poczułam jego twardą męskość napierającą na moje pośladki, gdy chwycił mnie za podbródek i przyciągnął do pocałunku, za którym cholernie tęskniłam. Jęknęłam w jego rozchylone usta, a druga dłoń objęła mnie, zsuwając się coraz niżej, aż dotarła między moje nogi. Boże, tak, w końcu. Naparłam na niego, a jego palce wślizgnęły się w moje mokre wnętrze, znów mnie podniecając. Ocierałam się o niego, aż on westchnął, a potem jego język wdarł się w moje usta, a dłoń z podbródka przeniosła się na moją pierś, którą zaczęła stanowczo pieścić. On był po prostu zbyt dobry. Zbyt dobry, bym mogła na niego nie reagować.
- Och! – sapnęłam gdy nagle pchnął mnie na łóżko, aż wylądowałam  twarzą na poduszkach. Uśmiechnęłam się szeroko, oddychając spazmatycznie i poczułam, jak łóżko się ugina po mojej lewej stronie. Bill złapał mnie za prawą nogę, którą uniósł do góry i jego palce wpiły się w moje udo bezpośrednio pod kolanem i przylgnęłam plecami do jego cudownie nagiej klatki piersiowej. Sięgnęłam ręką między nasze ciała i chwyciłam jego fiuta, by nakierować go na swoje wejście i... – Tak... – zacisnęłam powieki, gdy w końcu po tylu dniach poczułam go w sobie. Co za kurewska ulga. Byłam zdeterminowana, by w końcu dojść i kompletnie nie mogłam się zgodzić na to, by był czuły i delikatny. Bill podparł się na łokciu, pochylając się nade mną, by znów mnie pocałować, a ja wypięłam pośladki w jego stronę, by nabić się na niego bardziej. – Proszę, proszę... – wyjęczałam, odrywając się na chwilę od jego ust. Czułam, że robiłam się coraz bardziej mokra i coraz bardziej podniecona sytuacją i tym, że we mnie był i... – Pieprz mnie, kurwa. – wydusiłam, a on uśmiechnął się w ten zepsuty sposób i, przesuwając rękę wyżej na udzie, odchylił się ode mnie i zaczął się we mnie rytmicznie wbijać, aż musiałam zacisnąć usta, by nie zacząć głośno jęczeć. Moje palce automatycznie powędrowały do łechtaczki, którą zaczęły agresywnie pocierać i to wystarczyło, bym uderzyła bezwładnie głową o poduszkę, gwałtownie dochodząc. Bill roześmiał się gardłowo, nie przestając się poruszać. Moje pośladki zderzały się z jego podbrzuszem, a ja zagłuszałam to swoimi jękami, których nie mogłam powstrzymać, choć wiedziałam, że jeśli tak dalej pójdzie, na dole wszystko będzie wyjątkowo słyszalne. Wciąż się pieściłam i choć to było do przewidzenia, kilkanaście ruchów wahadłowych później, orgazm znów mnie zmiótł i w tym samym momencie zostałam przewrócona na brzuch, a moje nogi złączone. Bill wsunął się we mnie, gdy ja byłam wyjątkowo ciasna w takiej pozycji i poczułam się naprawdę dobrze wypełniona. Nie mogłam się co prawda dotykać, ale wcale mi to nie przeszkadzało, bo uderzanie punktu G dobrze pełniło swoją rolę. Bill chwycił gumkę na moich włosach i rozpuścił je, a po chwili usłyszałam, że znowu parska śmiechem.
- Kurwa, spostrzegawczością nie grzeszę. – wydyszał, a ja w ogóle nie rozumiałam, o czym on mówił. – Wyglądasz kurewsko seksownie, ja pierdolę... – dodał i pochylił się nade mną, by ugryźć mnie w bark, na co odpowiedziałam jęknięciem. – Rozsuń pośladki, skarbie. – wyszeptał, a mi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Byłam otumaniona tym, co ze mną robił i wciąż cholernie go chciałam. Posłusznie położyłam obie dłonie na swoim tyłku i zrobiłam to, co mi kazał. W tym samym momencie usłyszałam dźwięk splunięcia i poczułam coś mokrego, spływającego wzdłuż rowka. I jeszcze raz. – Perfekcyjnie. – mruknął i zwalniając odrobinę tempo, zaczął masować mój anus kciukiem. Wypięłam bezwarunkowo tyłek do góry i sapnęłam, gdy przez to jego kciuk wsunął się do środka. Kurwa, chciałam, żeby mnie pieprzył w każdą dziurkę tak, aż zemdleję, aż nie będę miała siły się podnieść.
- Mocniej... Mocniej... – prosiłam, gdy splunął na mnie kolejny raz, ułatwiając tarcie kciuka, tak zajebiście zsynchronizowanego z fiutem i umierałam. Dławiłam się, dusiłam.
- Będziemy musieli spędzić całą... oooch, kurwa... – jęknął, gdy doszłam kolejny raz, zaciskając się na nim spazmatycznie. Tym razem czułam to osobliwe pieczenie i tę dziwną ulgę i nie wiedzieć czemu, roześmiałam się, co brzmiało naprawdę abstrakcyjnie w połączeniu z jęczeniem. – Co jest?
- Będziesz musiał zmienić pościel. – wymamrotałam w poduszkę, dysząc głośno. – Pamiętasz... tę fontannę na pornosach? – spytałam, nie potrafiąc opanować zmęczonego śmiechu.
- Awww... Skarbie... – wyciągnął kciuk z mojego tyłka i nagle leżałam na plecach, patrząc na rozbawioną twarz Billa. – To takie słodkie... – i znów się śmiałam, choć natychmiast przestałam, gdy Kaulitz zanurkował między moje nogi i zassał łechtaczkę, drażniąc ją językiem i gdy tylko włożył we mnie dwa palce i zaczął nimi energicznie poruszać, zdmuchnęło mnie czwarty raz, aż wyprostowałam się do pozycji pionowej z napięcia mięśni. Nagle się zakrztusił i parsknął śmiechem i dotarło do mnie, że kolejny raz dosłownie spuściłam mu się do ust. Skurcz odpuścił i padłam na łóżko jak długa, a wtedy on się podniósł i oblizał ostentacyjnie usta, znów się we mnie wbijając, aż wygięłam plecy w łuk. Pochylił się nade mną, by wsunąć we mnie język i poczułam na nim swój smak, przez co westchnęłam przeciągle. Do przodu, do tyłu. Do przodu, do tyłu. Pieprzył mnie długimi i intensywnymi pchnięciami, a moje piersi drżały w tym samym rytmie. Rękoma podtrzymywał moje nogi w górze, a ja sięgnęłam między nie, by rozsunąć wargi sromowe dla lepszego widoku. Byłam śliska, obrzmiała, zaczerwieniona i chlupotałam, a gdy nasze spojrzenia opadły na to miejsce, mogłam nawet zauważyć, jak zaciskam się na nim z podniecenia. Pod pośladkami czułam mokry materiał pościeli i to wszystko zdawało się być tak wyuzdane, że nakręcało mnie jeszcze bardziej. – Pieść się. Chcę zobaczyć, jak dochodzisz. – rzucił i nagle zorientowałam się, że na mnie patrzył. Pewnie normalnie prośba byłaby irracjonalna, ale wiedziałam, że w naszym przypadku wcale nie miał wygórowanych żądań. Moje palce ześlizgnęły się na łechtaczkę, na początku masując ją powoli, powoli, tak cholernie powoli, że aż zamruczał w dezaprobacie. Zdałam sobie sprawę, że chciał dojść razem ze mną. Oblizałam wargę i zagryzłam ją, lustrując go od góry do dołu, przez umięśniony brzuch, zaczerwienioną klatkę piersiową, szyję i policzki. Był idealnym obrazkiem mężczyzny, któremu było po prostu dobrze. Uwielbiałam świadomość, że czuł się tak, uprawiając seks ze mną. Zwiększyłam tempo, a zaraz on zaczął się we mnie szybciej wsuwać i wysuwać, w ten sposób wspinając się na szczyt w tym samym momencie. Szybciej i szybciej i szybciej i nagle Bill zacisnął zęby, puszczając moje nogi pochylił się nade mną gwałtownie, aż kropelka potu opadła na mój policzek. To wystarczyło, bym znów się wygięła, dociskając swój brzuch do jego brzucha w orgazmie, który w pokrętnym rozumowaniu dzieliłam razem z nim, gdy drżał, dopełniając moje drżenie.
- Och, Boże, kocham cię!... – wycedził przez zaciśnięte zęby, a ja przyciągnęłam jego głowę do swojej, by wpić się w jego usta. Jego język imitował te ruchy, które jego penis wykonywał w moim wnętrzu i bum, doszłam znowu, sprawiając, że Bill zaczął jęczeć między moje wargi, gdy zaczęłam się wokół niego jeszcze bardziej zaciskać. Uwielbiałam go. Po prostu uwielbiałam.  – Och, kurwa... – wymamrotał i oparł czoło o moje, dysząc głośno. Podrapałam go delikatnie po karku i przesunęłam dłoń na jego mokre plecy, badając opuszkami palców tak znaną mi skórę. Zapadła między nami cisza, przerywana jedynie naszymi oddechami i uśmiechnęłam się mimowolnie. Byłam w domu.
- Bill?
- Hmmm?
- Kocham cię. – odpowiedziałam i tym razem to on się uśmiechnął.

- Boże, oni mają tam zamiar się pieprzyć, prawda? – spytała Katarina, choć wiedziała, że to było proste pytanie retoryczne. – Tom, ty jakiś burdel tutaj masz. – prychnęła, choć on doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ona żartowała. Spojrzała na niego kpiąco, a on wzruszył ramionami.
- Co ja na to poradzę? Jesteśmy zbyt seksowni, by nam się opierać. Geny. – wyszczerzył zęby. – Chodź zapalić, zanim znowu zaczniesz złorzeczyć na biedną Lenę, która po prostu...
- Milcz, Tom. – burknęła i wytarła mokre ręce, zastanawiając się, dlaczego w ogóle myła naczynia w nieswoim domu. – Obaj jesteście szurnięci. Dziewczyna dopiero co pogodziła się ze swoim... No z tym tamtym – machnęła lekceważąco ręką, doprowadzając gitarzystę do głupiego chichotu. – i od razu ląduje z nim w łóżku! Co za czasy! Co za brak dojrzałości emocjonalnej! Co za akt brutalności seksualnej! Traktowanie kobiety tak, jakby nie była...
- Kat, słońce ty moje, promyczku mój, zapomniałaś, że ja nie rozumiem ani słowa, gdy zaczynasz mówić jak karabin maszynowy. Zwolnij z tym swoim brytyjskim akcentem, okej?
Brunetka zatrzymała się gwałtownie i odwróciła się, by posłać swojemu facetowi mordercze spojrzenie. Zacisnęła  wargi w cienką linię i prychnęła, choć doskonale zdawała sobie sprawę, że jeszcze bardziej go tym rozbawi. To było takie niesprawiedliwe, że nigdy nie brał jej gróźb, obelg i obrażania się na poważnie. Ten związek był cholernie dziwny, ale dostarczał jej więcej szczęścia, niż jakikolwiek inny, w którym była. Czuła się tak... Tak bezpieczna, zrozumiana i zrelaksowana. No i zdecydowanie usatysfakcjonowana seksualnie.
- Jestem całkiem pewien, że właśnie usłyszałem jakieś podejrzane dźwięki...
- Tom!
- Jakbyś była lepsza.
Nie mogąc się już powstrzymać, roześmiała się głośno i, gdy gitarzysta dołączył do niej na dworze, zarzuciła mu ręce na kark, by wspiąć się na palce i go pocałować. Zamruczał w jej usta, łapiąc ją za pośladki, zaciskając na nich palce. Czasami wydawało jej się, że to źle, że była trochę bardziej wstydliwa od Leny, ale on nigdy nie miał nic przeciw, więc otwierała się bardzo powoli. Ciężko jej było się przystosować do jego nieograniczonej wyobraźni w kwestii seksu, ale uwielbiała to i było dokładnie tak, jak jej zapowiedział. Pokochała seks. Z nim, dokładniej rzecz ujmując.
- Będziemy się teraz ścigać, kto będzie więcej pieprzył? Bo ja przyjmuję niepisany zakład już teraz. – stwierdził i pociągnął ją na białą ścianę z lewej strony i, gdy tylko zderzyła się z nią plecami, wpił się w jej usta. Nie oponowała, gdy brał, co chciał, bo zawsze biorąc, dawał milion razy więcej. Całkowicie się mu poddała, pieszcząc go dłońmi tak samo, jak on pieścił ją. Ręce były wszędzie, badały znane tereny, naciskały te bardziej czułe miejsca, próbowały zedrzeć ubrania. Koszulki wylądowały na trawie, jej spodenki opadły na ziemię wraz z bielizną i Tom kucnął, by znaleźć się twarzą w twarz ze zwieńczeniem jej ud i oblizał usta. – Taka strata, gdybyś się tutaj nie pojawiła... – rzucił cicho, a potem nogi Katariny zadrżały, gdy jego język zanurkował w jej cipkę, a jej właścicielka zachłysnęła się powietrzem. Wsunęła palce w jego włosy i naparła na jego usta. Zacisnęła powieki, wzdychając głośno, gdy zaczął wyprawiać jakieś niepojęte rzeczy między jej nogami. Nie miała pojęcia, jak on to robił, ale wystarczyła tylko chwila, by zaczęła drżeć i błagać o więcej, czując, że zrobiła się mokra. Umiał ją przygotować prawie na pstryknięcie palców. Tak po prostu i ochh, to było tak dobre... – Nie upadniesz, jeśli teraz dojdziesz? – spytał dłuższą chwilę później, gdy pieczołowicie używał języka i ust, by dać jej jak najwięcej rozkoszy ssaniem i lizaniem. Urywany oddech świadczył o tym, że była już naprawdę blisko i co chwilę zapominała, że chwytanie za mocno włosów Toma mogło sprawić mu ból. Ale on najwyraźniej nie miał nic przeciwko, cały czas skupiając się na tych wspaniałych ruchach języka i ochh, palce... Wsunął je w jej wilgotne i gorące wnętrze i jęknęła, opierając głowę o ścianę, zagryzając boleśnie wargę. Pewnie upadnie. A wtedy będą to robić na ziemi. W czym problem?...
- Och, kurwa!... – sapnęła, gdy swoimi długimi palcami odnalazł genialny punkt w środku i wraz z ustami sprezentował jej taki orgazm, że na długą chwilę zapomniała, że powinna była oddychać. Jej nogi poważnie zadygotały, tak samo jak i całe ciało i prawie zakwiliła z doznań. Nie miała absolutnie pojęcia, jak on to robił, ale musiała przyznać, że był bardziej, niż profesjonalistą w tym, co robił. I nie przestawał i tak, była znów blisko, tak blisko, tak... Nagle mokre usta znalazły się na jej ustach, pozostawiając ją na stromej krawędzi kolejnego wybuchu. Sięgnęła drżącymi rękoma do klamry jego paska i rozpięła ją, dobierając się do jego spodni, które po chwili opadły do jego kostek wraz z bokserkami. Uśmiechnęła się, gdy oderwał się od niej, podskakując, by skopać z siebie ubrania. Z powrotem wpił się w jej usta, łapiąc ją za pośladki i uniósł ją tak, by mogła opleść nogami jego biodra i jęknęła głośno, gdy wsunął się do w nią do samego końca, aż jego podbrzusze zderzyło się z jej podbrzuszem. Palce mocno zacisnęły się na jej tyłku, unieruchamiając ją przy ścianie, a jej ręce oparły się o jego barki i znów wsunęły się w jego włosy. Uwielbiała je dotykać, naprawdę uwielbiała. Jego usta odnalazły nowe miejsce do pieszczot i odchyliła odrobinę głowę, by mógł zająć się jej uchem i jego okolicą. Wykonywał krótkie i głębokie pchnięcia, ocierając się o jej nabrzmiałe i sterczące sutki, wysyłając elektryzującą falę do jej kobiecości. Jedno pchnięcie, drugie pchnięcie, trzecie pchnięcie i oboje jęknęli w tym samym czasie, gdy Katarina znowu doszła, zaciskając się rytmicznie na męskości Toma.
- Kurwa, jesteś... Jesteś za dobry... – wydyszała do jego ucha, które tym razem to ona schwytała w zęby, wsuwając język w tunel w nim. Pisnęła głośno i natychmiast go puściła, gdy jedna z jego dłoni strzeliła ją w pośladek. Odsunął się od niej, by móc spojrzeć na jej twarz i wyszczerzył zęby, oddychając głęboko.
- Och, tak? – spojrzał na nią spod uniesionej brwi, nie przestając się w niej poruszać.
- Och, tak. – wymruczała i przyciągnęła go do łapczywego i gwałtownego pocałunku. Tom przyspieszył i, gdy już myślała, że w tak fenomenalny sposób podrażniając jej wrażliwe miejsce, dojdzie znowu, nagle wysunął się z niej, stawiając ją na ziemi. Spojrzała na niego zdezorientowana i sapnęła, gdy nagle została odwrócona twarzą do ściany.
- Jakie to zajebiste, że mogę z tobą próbować dosłownie wszystkiego... – westchnął i złapał ją za lewą nogę, unosząc wysoko, by ułatwić sobie dostęp do jej wnętrza. Katarina oparła rękę o ścianę dosłownie kilka sekund przed tym, jak jej głowa opadła w to samo miejsce, gdy Tom znów wszedł w nią z wymownym mlaśnięciem.
Chwilę później po dworze rozbrzmiewały głośne dźwięki odbijania się od siebie nagich ciał, zduszone męskie westchnienia i kobiece jęki, prawie błagalne. Katarina napierała na Toma tak, jak to tylko było możliwe, nie tracąc przy tym równowagi, gdy gitarzysta wbijał się w nią na ugiętych nogach. Kręciło jej się w głowie i czuła, że jest cała spocona od tego, że każdy kolejny orgazm był coraz silniejszy i zaczęło jej się robić od tego słabo. On jakimś cudem jeszcze nie doszedł, a ona nie mogła przestać napalać się na niego jeszcze bardziej. Mocniej, mocniej. Przy kolejnym razie poczuła, że dosłownie krew odpływa jej z wszystkich kończyn i musiała się o niego oprzeć, by nie upaść. Za dobrze, było jej stanowczo za dobrze, kiedy on ją w taki sposób wykorzystywał. Nie miała pojęcia, jak to się działo, ale z każdym kolejnym razem, gdy uprawiali seks, ona wynosiła z tego jeszcze więcej rozkoszy, kiedy wydawało jej się, że to już niemożliwe. On łamał wszystkie bariery, stereotypy, to, co wydawało się być irracjonalne. Czuła, że jej własne soki spływają po jej nodze, ułatwiając mu jeszcze bardziej te cudownie podniecające ruchy. A potem ręka przesunęła się z biodra na jej wejście i palce zaczęły masować jej łechtaczkę, powodując prawie spanikowany okrzyk z jej ust.
- Nie, Tom, ja... – zakwiliła, gdy poczuła wyjątkowo mocne ciśnienie wzbierające się w jej ciele. – Nie, Tom, nie...
- Właśnie, że cholerne tak, skarbie... – wymruczał, wodząc ustami po jej wilgotnej skórze.
- Tom... Tom, kurwa, ja... – musiała zacisnąć oczy, czując, że z ogarniającej ją paniki jej serce zaczyna bić prawie boleśnie. – To będzie...
- Mocne?
- Za mocne!... – wydusiła podniesionym głosem, zaciskając zęby.
- Więc dojdź, nie bój się. – przyspieszył wbijanie się wraz ze swoimi palcami i jej dłonie zaczęły drżeć, zaczynając poszukiwanie stałego i pewnego oparcia. Walczyła o oddech, ale było coraz ciężej i poczuła się tak, jakby krew przestała dochodzić nawet do jej mózgu. W ostatnim momencie złapała za jego rękę i wydała z siebie krzyk, uderzając bezwładnie głową o jego klatkę piersiową, kompletnie tracąc panowanie nad ciałem i dźwiękami, jakie wydzierały się z jej gardła. Palce nie zaprzestały pieszczoty, choć Tom musiał przestać się w nią wbijać, by nie stracić równowagi i poczuła, jak z jej oczu spływają gorące łzy, gdy dygotała spazmatycznie w orgazmie, który jego ręka nie chciała zatrzymać i szumiało jej tak potwornie w głowie, która była niewiarygodnie blisko eksplozji. Musiała go zatrzymać, bo wiedziała, że tego nie zniesie, ale nie potrafiła wykonać jakiegokolwiek ruchu. Topiła się w ekstazie. Nie umiała nabrać nawet powietrza, by zapełnić nim płuca, po prostu szybowała w nieznanym jej kierunku, wciąż dochodząc, pierwszy raz doświadczając kilku orgazmów na raz.
Zamrugała gwałtownie oczami, nagle zdając sobie sprawę, że Tom, który dyszał w jej włosy, opierał się o ścianę, trzymając ją kurczowo obiema rękoma. Wciągnęła ze świstem powietrzem i cicho jęknęła, czując, że w końcu krew wraca na swoje miejsce i wybucha gorącą czerwienią na jej policzkach. Boże, czy ona właśnie zemdlała?
- Ja pierdolę. – rzuciła zachrypniętym głosem i przetarła mokrą twarz, odgarniając z niej zabłąkane kosmyki. Gapiła się szeroko otwartymi oczyma przed siebie, nie wierząc, że pierwszy raz coś takiego przeżyła.
- Kurwa, teraz nawet się nie dziwię, że się tak wystraszyłaś. – zauważył zdławionym głosem Tom. – Sam bym się tego wystraszył, gdyby nie to, że tak zmaltretowałaś mi kutasa, że nie mogłem się nie spuścić i ledwo nas uratowałem od epickiego zgonu na ziemi... Czy ty straciłaś przytomność?
- Tak mi się wydaje... – skinęła głową i już chciała się do niego odwrócić, gdy zdała sobie sprawę, że gdyby on ją puścił, upadłaby z łoskotem. Nie miała czucia w kończynach i ciągle drżała. – Jezu... – wymamrotała, ciągle mając problem z przyswojeniem do siebie informacji, co się właśnie stało. – To był najsilniejszy orgazm, jaki kiedykolwiek przeżyłam. – stwierdziła i usłyszała, że Tom się uśmiechnął.
- Najwyraźniej musieliśmy się dopasować tak samo jak Bill z Leną, tak mi przykro.
Boże. Właśnie!
- Lena! Kurwa, Tom! Lena tu wróciła, a my, zamiast ją jakoś przywitać, cieszyć się, że wszystko dobrze się skończyło, uprawiamy seks na dworze!
- No i? Była zajęta.
Katarina nie mogła się powstrzymać od wybuchnięcia głośnym śmiechem. Przechyliła na bok głowę i spojrzała na Toma, na którego twarzy widniał uśmiech złego chłopczyka.
- Jesteś taki zepsuty, Kaulitz... – wymruczała, a on pochylił się, by cmoknąć ją w nos.
- Geny, skarbie, geny. 

><><><><><><><><><><

Gdyby ktoś mnie o zdanie pytał, to moje ulubione momenty to:
"Awww... Skarbie... To takie słodkie..."
i
"No i? Była zajęta."

niedziela, 12 stycznia 2014

Chapter XXXV

Suprprise!
Normalnie to nie wrzucam tu piosenek, które średnio mi tekstowo współgrają z treścią rozdziału, ale przy tym pisałam i dobrze mi się melodia wkomponowała w pierwszą część rozdziału, więc zalecam zrobienie:

*********CLICK!!*********

><><><><><><><><><><><><><><><

Nie chciałam nawet mrugnąć okiem. Nie chciałam, by okazało się nagle, że zwariowałam i to była tylko projekcja mojego dowcipnego umysłu. Chłonęłam jego sylwetkę, zbyt długo zatrzymując wzrok na jego włosach, które były ścięte prawie do zera. Nie był już blondynem, a ciemnym szatynem. I miał na sobie szarą koszulkę, czarne wąskie jeansy i zwykłe trampki. I jego mięśnie rozbudowały się jeszcze bardziej. Nie mogłam oderwać od niego oczu, choć wiedziałam, że tym samym wydawałam się ze swoimi uczuciami. Wiedziałam, że przynajmniej wyglądałam dobrze. Ale to nie oznaczało, że poczułam się lepiej, od nadmiaru strachu i ekscytacji było mi niedobrze. I co ja miałam zrobić? Zaprosić go? Powinnam się odezwać, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć, co trzeba zrobić, by coś powiedzieć. Cokolwiek. Wszystkie słowa wydawały mi się być bezsensowne. Wszystko traciło sens, kiedy on był w pobliżu i tym razem nie było inaczej. Jego usta nic nie mówiły, jego mimika nie przedstawiała żadnych emocji, a ray-bany odebrały mi możliwość zajrzenia w jego oczy, które zawsze mówiły więcej, niż całe jego ciało. Po co przyszedł?
Powoli mój wzrok odnalazł to, czego szukał. Jego dłonie były tak zaciśnięte, że mogłam dostrzec białe kłykcie. Był zdenerwowany. Gdy tylko spostrzegł, że to zauważyłam, skrzyżował ramiona i odchrząknął. Nabrałam mocniej powietrza na ten dźwięk, czując, że po moich plecach przechodzą ciarki. Byłam głupia, że ekscytowałam się czymś, co nawet nie było słowem. Ale to było tak cholernie trudne, nie widziałam go od ponad dwóch miesięcy i...
- Wpuścisz mnie? – spytał nagle, miękko i niepewnie i moje wnętrzności zawiązały się w ciasny supeł. Odsunęłam się od wejścia, robiąc mu miejsce, choć nie wiedziałam, dlaczego to robiłam. Bałam się wiedzieć, co miał do powiedzenia, bo przecież to mogło być absolutnie wszystko. Ale chciałam słuchać jego głosu i mogłam dostać kolejny raz po twarzy, jeśli taka była cena. Mogłam dostać kolejny powód do cierpienia i mogłam sobie później wyrzucać, że zrobiłam znowu źle. Dla tych kilku minut. Chociaż to mogło mi ulżyć. A potem raz na zawsze zamknę ten rozdział.
Przełknęłam ślinę, czując ból gardła, które zacisnęło mi się z nerwów i wbiłam wzrok w podłogę, gdy Bill wszedł do środka. Musiałam zabrać go do pokoju, bo matka mogła wrócić w każdej chwili, a nie chciałam, by zobaczyła, z kim rozmawiam. Zamknęłam drzwi i ruszyłam w stronę schodów, mając nadzieję, że on za mną podąży. Słyszałam, że zrzuca z siebie buty, ale nie zatrzymałam się. Wspięłam się na górę, a on był zaraz za mną. Co ja wyprawiałam? Bill Kaulitz tu był, a ja się zachowywałam tak, jakby mnie to wcale nie cieszyło. Weszłam do pokoju i zagryzłam dolną wargę, obierając sobie za bezpieczną przystań biurko, o które oparłam się pośladkami. Patrzyłam z rezerwą, jak Bill zamyka za sobą drzwi, rozglądając się wokół. Nagle przyległ do nich plecami i zsunął się na podłogę. Zmarszczyłam czoło, nie rozumiejąc, o co mu chodziło. Ściągnął okulary i położył je obok siebie i dopiero wtedy zobaczyłam zestaw emocji, które ekspresyjnie rozlały się na nim całym. Frustracja i zmęczenie. Przetarł dłońmi twarz i odetchnął głośno, jakby zbierał się w sobie. Ja nie odzywałam się ani słowem, bo nawet nie wiedziałam, co miałabym powiedzieć.
- Zerwałem umowę, bo nie mogłem znieść, że Styles cię skrzywdził pod moją opieką. – rzucił nagle wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt, a mnie w tym samym momencie zmroziło i oddech ugrzązł mi gdzieś po drodze. – Myślałem, że jeśli zostawię cię w spokoju, on będzie trzymał tę swoją obsesję na poboczu i czcił cię z daleka jak zawsze. To nie chodziło o mnie. – spojrzał na mnie, oblizując nerwowo wargę. – Siedemdziesiąt osiem dni temu byłem gotowy, by oddać swoje życie, byleby zrezygnował z was wszystkich. Bo wiedziałem, że gdy umrę, Tom i Katarina będą bezpieczni. Że ty będziesz bezpieczna. – jego wzrok znów opadł gdzieś na podłogę, a ja nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Spijałam z jego ust każde słowo i nie miałam dość. Chciałam, by nie przestawał mówić. A on posłusznie nie przestawał. – Myślałem, że byłem przyzwyczajony do różnych rodzajów bólu, ale... – urwał, mrugając gwałtownie oczami i potarł dłonią swoje ramię. – Ale nie wiem, co było gorsze. Moment, gdy zalewałaś moje ręce krwią, czy te dwa dni, gdy nie było wiadomo, czy przeżyjesz. Nic, uwierz mi, naprawdę nic nie bolało tak bardzo. Nie mam nawet żadnego porównania, bo to... – parsknął śmiechem, potrząsając głową. – Ty umierałaś, a moje życie przeciekało między palcami i jedyne, co mogłem robić, to patrzeć... Zrozumiesz, co mam na myśli, kiedy powiem, że nie wierzę, ale modliłem się do Boga, byś przeżyła? Naprawdę się modliłem. Nie mogłem nawet zmrużyć oka przez cały ten czas, więc siedziałem i się modliłem. W kółko... i w kółko... i w kółko... I doskonale zdawałem sobie sprawę, że to wszystko moja wina. Myślałem, że gdybym cię od niego nie zabrał, nigdy byś się nie dowiedziała i byłabyś z nim szczęśliwa. A ja byłem samolubnym dupkiem, który chciał cię tylko dla siebie... – przez dłuższą chwilę milczał i, gdy tak patrzył w przestrzeń, zauważyłam, że jego oczy lśniły tak, jakby był bliski łez i to była ostatnia rzecz, którą ja sama potrafiłam dostrzec, bo to był perfekcyjny bodziec, który sprawił, że się rozpłakałam. Przed nim. Bo nie mogłam uwierzyć, że mógł mówić do mnie o swoich uczuciach, przyznawać się do nich. A gdy wyobraziłam sobie, jak on musiał się czuć, łzy spływały jeszcze intensywniej. – Więc zdecydowałem się na... Na zerwanie umowy i oddalenie się od ciebie, bo ironia sytuacji polegała na tym, że pierwszy raz poczułem się tak, jakbym nie był nikogo wart. Niczego wart. Odebrałem ci wszystko, a potem prawie odebrałem ci życie.
- Przecież to nie byłeś...
- Styles celował we mnie. – przerwał mi gwałtownie zdławionym głosem. – Powinienem był umrzeć. Kolejna ironia, że wydawało mi się, że wiem, jak to jest, gdy jest się martwym... ale się myliłem. Myślałem, że bycie opuszczonym jest najgorszym uczuciem, jakie może tylko istnieć, ale okazało się, że istnieje coś znacznie gorszego. Gorsze jest opuszczenie osoby, życie bez niej i z poczuciem winy. Nie mam pojęcia, jakim cudem wytrwałem tyle czasu. – dodał z autentycznym zaskoczeniem, a ja przetarłam oczy, by móc skupić się na jego twarzy, wciąż próbując otrząsnąć się z szoku. – Poświęciłem się pisaniu i pogodziliśmy się z basistą i perkusistą, ale wciąż było źle i jeszcze słyszałem od Kat, że pijesz w jakichś barach, że jesteś w fatalnym stanie i... – wciągnął ze świstem powietrze i odetchnął, zaciskając powieki. – I wiedziałem, że... Musiałem cię jakoś powstrzymać, bo... Bo nie byłem wart i... – zakrył dłońmi twarz. – To było tak kurewsko trudne... Każdy dzień był dłuższy od kolejnego i zrobiłem dodatkowo z Kat dostarczyciela informacji, a czasami sam nie mogłem się powstrzymać i musiałem wiedzieć, że wszystko się stabilizuje... Tak, śledziłem cię. – parsknął suchym śmiechem, dziwnie spazmatycznie. – I z jednej strony chciałem widzieć... Chciałem widzieć, że idzie ci coraz lepiej, a z drugiej strony chciałem wiedzieć, że jest ci beze mnie źle. Bo jestem popierdolonym skurwysynem. A potem prawie przestałaś wychodzić z domu i nie wiedziałem już, co się dzieje i było jeszcze gorzej. Jak pieprzona fala. Raz wyżej, raz niżej, ale ciągle tragicznie. A potem Styles... chyba postanowił się pochwalić swoim poczuciem humoru i pewnego dnia zawitała do nas Emilie. Po dwóch latach. Przysięgam, że gdybym mógł, rozszarpałbym go na części pierwsze za wszystko, co zrobił w swoim marnym życiu. Za wszystko. Za ciebie, za siebie, za Kat i Toma. Wiedziałem, że musiał się u ciebie pojawić z tą nowiną. Wiedziałem, że będzie przez to jeszcze gorzej, a ja wcale... Miałem tak głupią wizję, że to nie ona, a ty... Chciałem, żeby tak było. Ale przecież ty masz swoją dumę i nigdy byś do mnie po tym nie przyszła... Ciągle nie wierzę, że tak po prostu przyznałaś, że mnie kochasz... kochałaś... – poprawił się po chwili i westchnął przeciągle i pociągnął nosem, a moje serce ścisnęło się boleśnie, gdy dotarło do mnie, że musiał płakać. Bill Kaulitz płakał. Przeze mnie. Szumiało mi w głowie z nadmiaru wiedzy. – Nawet nie pamiętam, o czym ona do mnie mówiła... Po prostu ją zostawiłem, jak stała w progu... Pamiętałem tylko, że wspomniała o Stylesie... – znów się roześmiał. – Chyba nie myślał, że po tym, jak miałem ciebie, mógłbym chcieć kogokolwiek innego?... Nie wiem, czemu się śmieję, bo to nawet nie jest śmieszne... – usiadł po turecku, podparł głowę ręką, łokciem opierając się o udo. – Tak samo jak mało śmieszne było to, że wiedziałem, że Styles do ciebie przychodził tyle razy, że wiedziałem, że coś się zmieniło. Powiedziałbym, że było za późno, gdyby nie to, że za późno było wtedy, kiedy on cię postrzelił. Wszystko zaczęło się tak niewłaściwie... Ale wtedy usłyszałem, że wcale nie jest z tobą lepiej i, że mało jesz i schudłaś... – zerknął na mnie, obrzucając mnie spojrzeniem, a mi zrobiło się ciepło z zażenowania. – Z czym się w pełni zgadzam...
- Ja nie...
- I dotarło do mnie, że może robisz coś źle, że może nie do końca nad tym wszystkim panujesz, że... Próbowałem się chwytać wszystkiego... – wzruszył ramionami. – Jestem cholernie samolubny, Lena... Pamiętasz te sny, po których zachowywałem się jak dziwak? – na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech, a ja zmarszczyłam czoło. – Nigdy nie oponowałaś, gdy kochaliśmy się bez zabezpieczenia, a to było moim egoistycznym planem, bo miałem te piękne sny, gdzie byłaś matką moich dzieci... A teraz, jak już to powiedziałem, brzmię na jeszcze większego dupka, bo gdybyś zaszła w ciążę, uwiązałbym cię jeszcze bardziej i nie mogłabyś spełniać swoich marzeń. – gapiłam się na niego szeroko otwartymi oczami, a on chyba nawet nie był zawstydzony tym, co mówił. Po prostu mówił. Tak jak zawsze, gdy miał coś do powiedzenia. – Wiedziałem, że mnie z tego wyciągniesz... Dokładnie tego dnia, gdy dostałem twoje zdjęcia, wiedziałem, że przywrócisz mnie do życia. To nie była nuda, to nie było to, że chciałem mieć kogoś w łóżku, to nie było to, że byłem tak pojebany, że chciałem mieć niewolnicę i to nie było to, że chciałem cię od siebie uzależnić. – podniósł swoje lśniące oczy na mnie i wstrzymałam oddech. – Chciałem cię pokochać, Lena. – powiedział drżącym głosem. – Z tych wszystkich zdjęć ty jedyna zdawałaś się patrzeć na mnie i mówić, że to możliwe, żebym to poczuł i, kiedy już cię miałem, zdałem sobie sprawę, że nic nie będzie takie proste, jak mi się zdawało na samym początku, kiedy zacząłem opracowywać plan. – dodał, potrząsając głową, a ja patrzyłam na niego oniemiała i nawet nie byłam zorientowana, czy w ogóle oddychałam. – Byłem przerażony, bo zaczęło mi zależeć o wiele za wcześnie i coraz ciężej było mi udawać, że jest inaczej, przy czym nie mogłem sobie przestać wypominać, jak traktowałem cię na samym początku. I byłem przerażony, jak szybko potrafiłaś do mnie dotrzeć i przebić się przez mur, jaki wokół siebie postawiłem... I wtedy przyznałaś się, że mnie kochasz i... I odpuściłem. Bo wiedziałem, że jeśli w takich warunkach, w jakich cię postawiłem, byłaś w stanie do mnie coś poczuć, byłaś bezpiecznymi dłońmi, w których mogłem złożyć swoje serce bez obawy, że będziesz próbowała je złamać. I wiedziałem, że w tym wszystkim, co dotychczas zrobiłem, to była najwłaściwsza rzecz i nie było dnia, gdy żałowałem... Wysłałem ci te... – znów parsknął śmiechem, zamykając oczy. – Wysłałem ci te głupie czekoladki, bo minęło tak dużo czasu, że nie mogłem sobie wyobrazić, że po prostu tutaj przychodzę jak gdyby nigdy nic i ci to mówię. Wtedy pomyślałem „Bill, ona ma okres, to jak dwie pieczenie na jednym ogniu”. Wiem, że to kurewsko idiotyczne, ale z każdym dniem tęskniłem mocniej i byłem... I czułem się tak, jakbym zatracał możliwość logicznego rozumowania. – nie rozumiałam, dlaczego stałam w miejscu, zamiast się ruszyć i zatracić w jego cieple. Wyznał mi, że mu na mnie zależało, więc chyba nie miał zamiaru mnie odrzucić, prawda? Boże, on powiedział to, na co ja czekałam, umierając i teraz tak po prostu stałam jak wryta i nie umiałam nic zrobić. Po moich policzkach znów potoczyły się kolejne łzy, tym razem ze wściekłości na samą siebie. – I byłem tak zajebiście zazdrosny o Stylesa, że tu był i robił coś, o czym ja nie chciałbym słuchać i nagle nie potrafiłem nie zaryzykować. Nie umiałem znieść myśli, że mógłby mi ciebie odebrać, kiedy ja wcale nie zostawiłem cię dlatego, że chciałem. Boże, Lena, przepraszam za wszystkie błędy, jakie popełniłem... – wyrzucił, a ja wydałam z siebie spazmatyczny szloch i moje nogi same mnie do niego powiodły, bo ja sama nawet nie widziałam. Potrzebowałam go. Tak cholernie go potrzebowałam i kiedy na czworakach w końcu do niego dotarłam, on wciągnął mnie na swoje kolana i przytulił do siebie mocno, a ja całkowicie się rozkleiłam. – Kocham cię, Lena, kocham cię... – wydyszał do mojego ucha, a ja wtuliłam się w jego szyję, nie mogąc poradzić sobie z uczuciami.
- Myślałam, że... że się mną znudziłeś... – wydusiłam, łkając, a jego dłonie zaczęły pocierać moje plecy.
- Nigdy. – zaprzeczył, co doprowadziło mnie do kolejnej fali płaczu. – Nigdy. – powtórzył, a ja objęłam go, ciasno do niego przywierając, by wchłonąć w siebie jego ciepło. – Nie masz nawet pojęcia, jak wielkim darzę cię uczuciem, bym mógł tak po prostu się tobą znudzić. Nigdy, Lena, rozumiesz? – parzył mnie swoim gorącym oddechem i czułam się tak wspaniale na miejscu, że przemknęło mi przez głowę, że może zasnęłam i Harry przyszedł mnie zabić i teraz byłam w niebie. To było za dobre. Za idealne.
- Zabierz mnie stąd, Bill...
- Zabiorę.  – obiecał, a ja uśmiechnęłam się z ulgą i zamknęłam oczy, ogarnięta bezpieczeństwem. Byłam taka zmęczona egzystencją bez niego i nareszcie poczułam, że w końcu odetchnę i wszystko wróci do normy.

Zostawiłam krótką notatkę na blacie w kuchni, mówiącą o tym, że się stąd wyprowadzam, choć nie podałam dokładnie dokąd. Nie chciałam, by wiedzieli za dużo. Po prostu musiałam się zabrać z domu jak najszybciej, a tam, gdzie mieszkał Bill, było miejsce, gdzie ja sama czułam się najlepiej. Całkiem ironicznie to wszystko wyszło, gdyby pomyśleć o tym, że właściwie chciałam uciec do domu, w którym byłam przetrzymywana.
Dość ciężko było mi się skupić na tym, co właściwie robiłam, co pakowałam, co planowałam. Gdy jako tako dostosowałam się do rzeczywistości, dotarło do mnie, że zaraz obok siebie miałam Billa. Z którym nie widziałam się od ponad dwóch miesięcy, co oznaczało, że od ponad dwóch miesięcy nie uprawiałam seksu. Gdy człowiek nie wiedział, jak to dokładnie jest, mógł bez tego normalnie żyć, ale gdy już raz się zasmakowało czegoś tak dobrego, chciało się to jeść na okrągło. A moje napięcie było dodatkowo wzmagane tym, że podczas pakowania kilkukrotnie moje dłonie otarły się o jego dłonie, a moje biodro o jego nogi. I tak w kółko. Bałam się go pocałować, bo wiedziałam, że to mogło się skończyć wybuchem. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że z nim było dokładnie to samo. Wstrzymywany oddech przy niezamierzonym dotyku. Nie chciałam robić tego tutaj, w miejscu, gdzie wszystko zdawało mi się być skażone obecnością Harry’ego, a z drugiej strony między nami pojawiła się dziwna bariera, której nie umiałam tak po prostu przeskoczyć. Ale z każdą minutą pragnęłam go coraz bardziej i bardziej i, gdy wychodziliśmy z domu z moimi rzeczami, czułam, jak bardzo pulsowałam i z tego powodu miałam problem z otrzeźwieniem.
Próbowałam się skupić na tym, że w końcu zobaczę Toma, bo to był najbezpieczniejszy temat, na jaki potrafiłam się zdobyć. Musiałam sobie to poukładać, a do tego czasu chciałam przestać myśleć. Jakkolwiek.
- Kat mówiła, że to z Tomem ponoć kreuje się na coś poważnego. – zauważyłam, gdy wydostaliśmy się na autostradę i Bill znacznie przyspieszył, co nieświadomie skojarzyło mi się znowu z seksem. Jego palce na kierownicy. Papieros w ustach, który sprawiał, że moja wyobraźnia wracała do tej nocy, poprzedzającej najazd Harry’ego. Kusiło mnie, by dotknąć tych krótko ostrzyżonych włosów, by dotknąć zarostu, który uwielbiałam czuć na sobie. Przełknęłam ślinę i odwróciłam się do okna od mojej strony.
- Cóż, biorąc pod uwagę, że jest u nas wyjątkowo często i mój brat zdaje się być na tyle zadowolony, że z łatwością stworzył muzykę dla mojego tekstu... Taak, sądzę, że to coś poważnego. – wymruczał i usłyszałam, że się uśmiecha. Tym samym udostępnił mi kolejny bezpieczny temat na tę ponad dwugodzinną podróż, która już teraz wiedziałam, że będzie się cholernie dłużyć. Gdybym tylko miała odwagę go zatrzymać i ulżyć nam obojgu, zrobiłabym to natychmiast. Tylko to wszystko wydawało się być takie surrealistyczne. On powiedział, że mnie kocha. To było po prostu...
- Rozmawialiście może z resztą zespołu o reaktywacji? – spytałam, próbując powstrzymać podniecenie, które wciąż wesoło łapało mnie za gardło, utrudniając mówienie.
Dmuchnął dymem papierosowym w uchyloną szybę, a mi przemknęło przez myśl, że wciąż byłam ubrana bardzo niewyjściowo. O czym ja myślałam w takim stroju, kiedy on wyglądał tak dobrze? Czemu te cholerne włosy tak na mnie działały?... Kurwa, miałam na niego nie patrzeć.
- Owszem... – odparł zdawkowo, a mój wzrok znów odbił się od mijanych przez nas samochodów do twarzy Billa, który właśnie się zaciągał jako przykładny nałogowiec. – Nie zgadniesz, ile napisałem tekstów.
Uśmiechnęłam się, słysząc w jego głosie dumę i odwróciłam się do niego całym ciałem, opierając się lewym ramieniem o fotel pasażera. Spojrzał na mnie tylko na chwilę, ale jego błyszczące oczy mówiły same za siebie. Musiało być ich sporo.
- Cztery. – wyszczerzyłam do niego zęby, a on prychnął i obrażony odwrócił wzrok na drogę. Roześmiałam się szczerze. – No dobra, osiem. Zgadłam?
- Kobieto małej wiary, nie. – burknął, co rozbawiło mnie jeszcze bardziej. – Napisałem ich dwadzieścia siedem i lepiej, żebyś była ze mnie dumna, bo więcej, niż połowa, jest o tobie. – dodał, a ja poczułam, że zaczęły mnie palić policzki. – I nie, nie pokażę ci ich.
- Czy połowa z tej połowy jest o seksie?
- Owszem.
- A pokażesz mi je chociaż w praktyce? – pytanie wymknęło mi się samo i tym samym udało mi się bezpowrotnie rozbić mur, ten ostatni, który nas rozdzielał. Serce przyspieszyło swoje uderzenia, gdy Bill znów na mnie spojrzał, a w jego oczach zobaczyłam to zepsucie, które tak cholernie uwielbiałam. Ostatkiem woli powstrzymałam się, by się nie pochylić i go nie polizać. Mimowolnie ścisnęłam mocniej nogi, kiedy moje mięśnie napięły się w podnieceniu.
- W praktyce pokażę ci każdy tekst i przerobimy je wers po wersie. – odpowiedział tym seksownie niskim głosem i po moim ciele przebiegły dreszcze. Uch, cholera... – Zaraz po tym, jak wrócimy do domu.
W jego brązowych tęczówkach widziałam obietnicę czegoś, co sprawi, że nie będę mogła się ruszać. Obietnicę rozkoszy, którą tylko on potrafił mi dać. I tylko on potrafił podbijać poprzeczkę samemu sobie, przechodząc samego siebie za każdym razem. I on był jedynym mężczyzną, któremu chciałam się oddawać raz po raz, bez opamiętania.
Boże. Chciałam już być na miejscu. Teraz. Natychmiast.
- Ja...
- Wiesz co? – wyrzucił niedopałka za okno i zamknął je, znów skupiając się na drodze. – Myślałem o naszej rozmowie i obciąganiu w trakcie jazdy... – urwał na chwilę i zerknął na mnie, a ja poczułam, że zrobiło mi się jeszcze cieplej. Boże, na myśl, że mogłabym rozsunąć jego rozporek i włożyć jego fiuta do ust, zaczęłam się robić mokra. – i znalazłem genialne wyjście z tej sytuacji. A ponieważ cholernie tęskniłem i chcę zobaczyć twoją twarz, jak dochodzisz, oprzyj się plecami o fotel, rozstaw nogi i się nie ruszaj. – zarządził, a ja wybałuszyłam oczy na ten rozkaz. – No dalej. – ponaglił mnie, klepiąc moje udo, znów patrząc przed siebie. Nie wierzyłam własnym uszom i chciałam spytać, o czym on mówił, ale dotarło do mnie, że od prawie dwóch godzin on robił rzeczy, które przekraczały moje logiczne myślenie, więc po prostu posłusznie ustawiłam się w pożądanej pozycji. – Nie zdajesz sobie sprawy, jak często wyobrażałem sobie, że pieprzę cię w tym samochodzie. – mruknął i wtedy wsunął dłoń pod gumkę moich dresów, a zaraz potem zanurkował pod moje majtki i zachłysnęłam się powietrzem, wyginając swoje ciało w łuk. Bill cmoknął i spojrzał na mnie. – Nie ruszaj się, bo ktoś coś zauważy. – dodał z rozbawieniem, a ja zadrżałam, gdy jego palce zaczęły badać wejście między moimi nogami. – Skarbie, co ja zrobiłem, że jesteś już taka mokra?... – spytał, a ja jęknęłam w odpowiedzi, gdy dłoń postanowiła zacząć masować  łechtaczkę jak gdyby nigdy nic.
- Ja nie... Nie... – nie powinnam być nawet zdziwiona, że moje ciało reagowała w tak intensywny sposób, kiedy on ponad dwóch miesięcy nikt mnie nie dotknął. Ja sama siebie nie dotykałam. – Byłam... zostawiona na zbyt długo. – mój wzrok opadł na wybrzuszenie w jego spodniach i ślina napłynęła mi do ust. Chciałam go w sobie w każdym dostępnym miejscu. Boże, chciałam go tak bardzo... Dlaczego się nie mógł po prostu gdzieś zatrzymać, by mnie przerżnąć?...
- Zero orgazmów przez ten czas? – zaczęło mi poważnie szumieć w uszach, gdy środkowy palec wsunął się we mnie, a ja wbiłam głowę w zagłówek. – Ani jednego? – spytał, a gdy zaprzeczyłam, westchnął. – A ja marzyłem o twojej ciepłej i mokrej cipce każdej nocy i każdej nocy byłem twardy jak skała i gdybym nic z tym nie robił, prawdopodobnie bym eksplodował. Boże, jesteś taka przyjemna tam w środku... – dodał, a ja rozszerzyłam nogi jeszcze bardziej i przymknęłam powieki, gdy przyspieszył pieszczotę palców. Zagryzłam wargę, czując, że jeszcze trochę i dojdę. Tak po prostu. Jak zawsze. – Ale wiesz co? – przerwał nagle poruszanie ręki i otworzyłam zdekoncentrowana oczy, by na niego spojrzeć, a on uśmiechnął się do mnie złośliwie. – Zostawię sobie wszystkie twoje kolejne orgazmy na później, bym mógł je lepiej poczuć. - rzucił i wyciągnął ze spodni palce, by wsunąć je w sobie do ust. Jęknęłam zawiedziona, a jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej.
- Jesteś...
- Napalony. – dokończył, a ja zmrużyłam gniewnie oczy.